-Moim znajomym zerwało połowę dachówek… Samochód mojej mamy jest do kasacji… Widzieliście te wszystkie drzewa?
Wszyscy w szkole rozmawiali o minionej burzy, a Alicja, choć również była poruszona rozmiarami jej skutków, myślała tylko o jednym. „Kiedy on przyjdzie?” Kolejny raz zadała sobie to pytanie, ale tym razem zaśmiała się pod nosem.” Jesteś płytka”. Dopowiedziała i usiadła z dala od znajomych na ławeczce przed klasą.
-Robisz się na outsiderkę? – Zapytała ją Karolina, siadając obok niej i figlarnie przymrużając przy tym oczy.
Karolina była ogólnie znana jako największa miłośniczka wszystkiego, co męskie. Każdy jej ruch emanował kobiecością, co czasem można było również usłyszeć w jej wypowiedziach. Choć była inteligentna, to mądrością nie grzeszyła w najmniejszym stopniu, dzięki czemu złapanie nowego chłopaka w swoje sieci było dla niej prostsze niż wypracowanie na religię. Alicja znała Karolinę od podstawówki. Zawsze była do niej przyjaźnie nastawiona, jednak nie łączyła ich żądna więź koleżeńska i dopiero, gdy znalazły się w jednej klasie, Alicja przekonała się jak znajomość z nią może jej pomóc w sprawach damsko-męskich.
Ala teatralnie westchnęła i uniosła oczy ku górze.
-Wyobraź sobie, że nie mam ochoty słuchać opowieści o skutkach wczorajszej burzy – powiedziała, obdarzając koleżankę krzywym uśmiechem.
-Już wiem! Coś straciłaś podczas niej? – Zapytała ze współczuciem.
-Jak ty coś czasem powiesz…
-Bo widzisz – kontynuowała niezrażona cierpkim tonem Ali – to jest całkowicie normalne. Kiedy się coś straci nie chce się słuchać, że inni mieli tak samo... Rozumiesz? Ja po prostu domyślam się jak ciężko musi ci być.
I chwyciła dziewczynę za dłoń.
-Karolinka – zaczęła, aby z odrobiną jadu wyprowadzić ją z błędu, jednak po chwili rozmyśliła się– dziękuję ci.
-Zawsze do usług.
Zadzwonił dzwonek i wtedy po krótkiej chwili milczenia Karolina sięgnęła zauroczona do włosów Alicji. Chwyciła jeden kosmyk i delikatnie przejechała po nim palcami. Wydała się z siebie cichy dźwięk jęknięcia i wyszeptała:
-Twoje włosy są dzisiaj… Błagam, daj mi numer swojego fryzjera!
-To tylko odżywka – powiedziała wystraszona obłędem w oczach Karoliny Alicja. Odtrąciła rękę koleżanki i odeszła od niej na bezpieczną odległość. Stanęła pod ścianą i dmuchnęła w swoją grzywkę. Najchętniej skrzyżowałaby jeszcze ręce i spuściła głowę, żeby tępo wpatrywać się w swoje buty, ale zawzięcie wpatrywała się w drugi koniec korytarza z nadzieją, że Julek się w nim pojawi. Niestety wkrótce po dzwonku zjawiła się nauczycielka matematyki, a jej mina wskazywała, że znów ma stan pod depresyjny, więc Ala posłusznie weszła do klasy i zajęła swoje miejsce obok Karoliny.
Pani Szalewicz była młodą kobietą, która zdecydowanie powinna pracować w innym zawodzie. Ogólnie znana równowaga psychiczna nauczycielki, a dokładniej jej brak, powinna być głównym powodem do zakazu nauczania. Co prawda, kiedy miewała lepsze dni, czego klasa Alicji nie miała jeszcze okazji doświadcztć, pokazywała swoje uzdolnienia matematyczne, a nawet tłumaczyła uczniom temat lekcji. Mimo wszystko na zajęciach matematyki trzeba było sobie radzić samemu, co dla Ali było ciosem poniżej pasa.
Nauczycielka weszła na podest i usiadła przy swoim biurku, opierając brodę na ręce.
- Wyciągnijcie zeszyty, podręczniki i coś do pisania – zwróciła się do klasy, robiąc krótką przerwę po każdym słowie.
Kiedy zobaczyła, że wszyscy jak najszybciej i najciszej potrafili, wyciągnęli swoje przybory, wstała z krzesła. Powolnym krokiem podeszła do szafki z podręcznikami.
Niestety jej codzienny rytuał został przerwany. Uczniowie ze zgrozą przenieśli swoje spojrzenie na drzwi, z których początkowo słychać było pukanie, a następnie widać lekko zdyszanego szatyna. Tylko Alicja uśmiechnęła się na jego widok.
-Dzień dobry. Najmocniej przepraszam za spóźnienie, nazywam się Julian Kruk – przywitał się uprzejmie.
Ale nawet w jego żyłach krew zastygła, kiedy pani Szalewicz milcząco się w niego wpatrywała. Była nieprze-widywalna i skutków tego wszyscy się obawiali.
-Ach. Wasz nowy kolega.– powiedziała w końcu, dzięki czemu atmosfera zgrozy nieco opadła. – Proszę, zajmij miejsce.
Julek uśmiechnął się pod nosem, usiłując nie wybuchnąć śmiechem. Ruszył w kierunku niezajętej ławki, a kiedy zobaczył Alę puścił jej oczko, co nie uległo uwadze nauczycielki.
-Chodź do tablicy, amancie – syknęła cicho kobieta.
Alicja otworzyła oczy i buzię z przerażenia. Julian podrapał się po głowie, ale odwrócił się przodem do pani Szalewicz.
-Oczywiście – powiedział grzecznie z dyplomatycznym uśmiechem na twarzy.
-Zrób zadania od 1.49 do 1.56 – rozkazała. – Wszystkie podpunkty.
Chłopak podszedł do tablicy, ale odwrócił się do siedzącej w pierwszej ławce Kingi, szarej myszki pozbawionej niestety urody.
-Mogę pożyczyć twoją książkę? – Zapytał na złość nauczycielce, nie swoim, niskim głosem i obdarzył ją hipnotyzującym spojrzeniem.
Kinga, drżącymi rękami podała chłopakowi zbiór zadań i nieśmiało się do niego uśmiechnęła, a nauczycielka prychnęła lekceważąco. Alicja, widząc, co robi Julek zaśmiała się w duchu, ale wiedziała, że pani Szalewicz musi ją teraz obserwować, więc starała się zachować powagę.
Karolina szturchnęła swoją koleżankę i pokazała na karteczkę, na której napisała: ’’Proszę, skoro nie mogę Dominika, to może chociaż jego? Błagam!’’ Ala pokręciła jedynie przecząco głową i szepnęła:
-Później.
Natomiast Julek, robiąc zadania przy tablicy czuł się jak ryba w wodzie. Płynnie i bezbłędnie rozwiązywał wszystkie zadania, co jeszcze bardziej rozzłościło matematyczkę. Z miną jak małe dziecko mówiła, czy chłopak dobrze rozwiązywał zadanie i z wielką przyjemnością dopowiadała to, o czym on zapomniał powiedzieć. Alicja jak zauroczona wpatrywała się w nowego znajomego. Był inteligentny, zabawny, wyluzowany – jak z jej wyobrażeń. Zastanawiała się czy zamieni z nią choć kilka słów na przerwie, bo sądząc po reakcji reszty z ośmiu dziewcząt z jej klasy, nie mógł zaznać spokoju.
Dopiero, kiedy Julek skończył swoje zadanie, które wykonał w zawrotnym tempie, zorientowała się jak ubogie wykonała notatki. Przygryzła wargę i założyła kosmyk włosów za prawe ucho, poczym spojrzała na Juliana. Ten pochwycił jej spojrzenie, wtedy ona szybko spuściła wzrok i po chwili znów na niego zerknęła, a on wciąż patrzył.
Natychmiast zrobiło się jej gorąco, więc chwyciła ręką za kołnierz bluzki. ‘Tego już za wiele’ powiedziała do siebie w myślach. Do końca lekcji udawała, że pisze w zeszycie, a kiedy tylko zadzwonił dzwonek wpakowała swoje rzeczy do torby i pospiesznie wyszła z klasy. Instynktownie udała się pod salę gdzie teraz mógł być Dominik. Kiedy tylko go zobaczyła od razu się uspokoiła. Sam jego widok działał na nią kojąco.
Dominik jak Dominik, stał otoczony grupką dziewczyn, rozczulających się na widok jego zabandażowanej nogi. Gdy tylko dostrzegł swoją przyjaciółkę, zignorował zgromadzone wokół niego dziewczęta i podszedł do niej.
-Szalonej już całkowicie odbiło – podsumowała minioną lekcję, na co jej przyjaciel wzruszył ramionami.
-To było oczywiste. W końcu jakiś facet ją wykorzystał, a to dla was kobiet najgorsze.
-O czym ty mówisz?
-Podobno przeżyła dramat ze swoim narzeczonym. Nie znam szczegółów – rzekł wymijająco.
-Wiesz więcej – powiedziała pewna swoich słów.
-Wiem – przyznał – ale ty gardzisz plotką, więc nie powiem nic więcej. Po za tym to i tak za dużo opowiada-nia, a ty…
-Julek jest ze mną w klasie – wyrzuciła z siebie, przerywając Dominikowi.
-Przecież ci mówiłem, że będziecie chodzić razem do klasy.
-Ale… Coś jest nie tak. Gorąco mi – powiedziała drżącym głosem.
Dominik spojrzał na usta swojej przyjaciółki. Ona dalej myślała, że to był sen. A te usta wolały teraz całować inną osobę. ‘Niewłaściwą’ pomyślał. Mimo wszystko cieszył się, że nic w ich relacjach się nie zmieniło. Choć nie zmieniało to faktu, że chętnie powtórzyłby domniemany sen.
-Ignoruj to – poradził jej. – Lepiej mi powiedz, co ci się śniło – dodał, uśmiechając się i poruszając przy tym brwiami.
-W tym momencie powinnam się zarumienić, bo to było co najmniej erotyczne – przyznała, a w duchu dodała: ‘Bo to był sen. Był. Musiał być.’
-Intrygujące. Opowiedz – poprosił Dominik z diabelskimi iskierkami w oczach.
-To moja słodka tajemnica.
-Czyli było słodko?
-Słodko? – Powtórzyła zaskoczona jego pytaniem, ale zastanowiła się nad odpowiedzią. – Nawet bardzo.
-Opowiedz!
-Widziałeś się z Aśką? –
-Nie zmieniaj tematu – zazgrzytał zębami, bardziej z powodu usłyszanego imienia.
-Była taka smutna… - droczyła się – szukała cię wzrokiem, ale ciebie o dziwo nigdzie nie było. Czyli jednak chcesz zachować się wobec niej uczciwie i zaprzestać zdradzania na każdej imprezie, tak jak było podczas jej nie-obecności?
-Nie zdradzałem jej! – Powiedział odrobinę za głośno, co zwróciło na niego uwagę kilku osób, stojących w ich pobliżu.
-To jak to nazwiesz?
-Nie zdradzałem jej – powtórzył. – Przed jej wyjazdem powiedziałem jej, że już dalej to nie ma sensu.
-I nic mi nie powiedziałeś?!
-Nie lubię się chwalić kolejnymi zakończonymi, nieudanymi związkami.
-Mimo wszystko mogłeś mi powiedzieć – rzekła z wyrzutem. – Dobrze, że nie czytasz w moich myślach, bo usłyszałbyś wszystkie epitety, jakich używałam, myśląc o tobie na każdej imprezie.
-Ważne jest to, że nikogo nie zdradziłem i zachowałem się uczciwie – podsumował i odwinął rękaw koszuli w kratę, żeby sprawdzić godzinę. – Zaraz dzwonek, idę na biologię. I proszę cię, nie zakochaj się w nim.
Alicja zrobiła cierpiętniczą minę, ale pokiwała twierdząco głową. Wolnym krokiem ruszyła w kierunku sali, która znajdowała się na parterze starego budynku szkoły. Wziąwszy pod uwagę ostatnie lekcje języka polskiego, Ala wnioskowała, że pani Liksus opowie im mit, który następnie będą musieli napisać własnymi słowami w zeszycie. Taka forma lekcji po prostu musiała ją odwieźć od rozmyślania nad pozytywnymi cechami Juliana. Zanim zeszła na dół przypomniała sobie, że on i tak już znalazł swoją miłość. I rzeczywiście tak było. Gdy doszła już pod salę, gdzie miała się odbyć kolejna lekcja, Julek rozmawiał z klasowymi kolegami o swoim rowerze. Kiedy ją zauważył, znów się uśmiechnął. Ala natychmiast się odwróciła, ale przed nią nagle wyrosła Karolina, więc nie wiedziała, co było gorsze.
-Mogę go? Proszę, proszę, proszę – prosiła z rękoma złożonymi jak do modlitwy.
Alicja otworzyła szerzej oczy i wywróciła nimi w ten sposób, żeby dać do zrozumienia dziewczynie, że Julek stoi tuż obok i mógł wszystko słyszeć.
-Och – zakryła sobie usta dłońmi.
Chwyciła więc Alicję za rękaw i odciągnęła w stronę parapetu, z którego Julian nie mógł ich ani widzieć, ani słyszeć.
-To jak będzie? – Zapytała pełna nadziei.
-Posłuchaj – zaczęła Alicja, nie wiedząc jeszcze, co powiedzieć Karolinie. Z jednej strony nie chciała, żeby go złapała w swoje szpony, ale sama nie mogła siebie z nim wyobrazić. – Niech się dzieje wola nieba. Z nią się zawsze zgadzać trzeba.
-Aa! - zapiszczała uradowana. – Po tym jak puścił ci oczko już myślałam, że wy coś, ale skoro nie. Będzie ostro – dodała z diabelskim uśmiechem.
Ciesząca się jak małe dziecko Karolina pobiegła w podskokach pod klasę, a Alicja niedbale opierając się bo-kiem o ścianę spojrzała z daleka na Juliana. „Co wy skrywacie?” Zapytała sama siebie. Było oczywistym, że Dominik i Julek mieli własny sekret, którego nawet ona nie mogła poznać. Ale mimo tego przyjaciel dziewczyny nie chciał, by utrzymywała bliższe kontakty z nowym kolegą. I właśnie za tym, owy sekret musiał się kryć.
Alicja zaufała Dominikowi. Przez kolejne lekcje siedziała sama, ponieważ Karolina przesiadła się do Julka, więc musiała bardziej uważać na zajęciach. Przerwy natomiast wszystkie spędziła w towarzystwie przyjaciela i znajomych. Z dala od Juliana, bardzo tego chciała. Ale za każdym razem , gdy go widziała coś ją pchało, by do niego podeszła i w końcu zagadała. To był bez wątpienia najgorszy dzień w szkole od czasu rozpoczęcia nauki w liceum.
Na ostatniej przerwie znów popędziła do Dominika, który zdał jej relacje ze swojej rozmowy z Aśką, która nie mogła przyjąć do wiadomości, że ich związek się zakończył. Po nim nie było widać żadnego żalu w związku z ta sytuacją – po raz kolejny tylko się zabawił i Ala doskonale to wiedziała. On również, ale wciąż sobie wmawiał, że jest dżentelmenem i zachował się uczciwie wobec Aśki, z którą domniemanie zerwał przed jej wyjazdem na waka-cje.
Gdy zadzwonił dzwonek, Alicja udała się w kierunku sali, w której miała się odbyć lekcja podstaw przedsię-biorczości. Klasa ta znajdowała się na minusowym piętrze szkoły, gdzie w korytarzach było kilka ciemnych zakamar-ków. Gdy przechodziła obok jednego z nich, wyobrażała sobie scenę, którą sądziła, że za chwilę zobaczy: Karolinę flirtującą z Julkiem, kiedy ktoś wciągnął ją do jednego z tych miejsc. Przerażona wydała z siebie głuchy okrzyk, ale był on niesłyszalny wśród gwary osób znajdujących się na korytarzu. Nie wiedziała kto ją tam wciągnął z powodu totalnej ciemności, ale gdy usłyszała znany jej głos, poczuła, że miękną jej kolana.
-Dlaczego pozwoliłaś jej na mnie? – Zapytał z rozpaczą Julek, wciąż trzymając ją za przeguby. – Ta dziewczyna jest chora psychicznie, proszę cię zabierz ją ode mnie.
-To, to nie moja sprawa – wyjąkała oniemiała, czując na sobie jego oddech.
-Błagam cię! Co mam zrobić, żebyś się nade mną zlitowała? – Wciąż się dopytywał, a Alicja nie była w stanie wydusić z siebie żadnego słowa.
Stała tam naprzeciwko niego, w ciemnym zakamarku, a kiedy jej oczy przyzwyczaiły się do ciemności, uchyliła swoje usta i wpatrywała się w jego wargi. To nie umknęło uwadze Juliana, który zaczął się powoli przysuwać bliżej.
-Na pewno jest coś, co mogę zrobić… - powiedział, jednocześnie zwalniając uścisk i muskając delikatnie jej dłoń, która zadrżała pod wpływem jego delikatnego dotyku.
Ala natychmiast odsunęła rozżarzoną rękę, ale Julian nie dawał za wygraną.
-Zabierz swoją rękę natychmiast– zażądała, kiedy przypomniała sobie prośbę Dominika. – Nikt ci nie każe siedzieć z Karoliną.
-Słyszałem urywek waszej rozmowy. Chciałaś mnie dla siebie?
-Nie – zaprzeczyła od razu. – Zostaw mnie w spokoju!
-O co ci chodzi? – Zapytał, puszczając ją.
Alicja natychmiast wycofała się z zaułka, a kiedy znalazła się już na jasnej stronie korytarza, powiedziała:
-Sądziłam, że jesteś zupełnie inny. A Karolina jutro o tobie zapomni.
-Poczekaj! – Krzyknął za nią Julek, ale Alicja poszła do klasy, nie zwracają na niego uwagi.
Otworzyła drzwi i na wstępie przeprosiła za spóźnienie. Niezadowolona nauczycielka, kazała jej zająć miejsce, więc posłusznie udała się do ostatniej ławki z tyłu, która była wolna. Na jej nieszczęście przed nią usiadła Karolina, która patrzyła się wciąż na drzwi, wyczekując Juliana. Ala z politowaniem pokręciła głową, a do klasy wreszcie wszedł Julian. Dla niego nauczycielka nie była już taka uprzejma. Chłopak przedstawił się i przeprosił za spóźnienie, ale tym razem kobieta spytała się o powód. Z przepraszającym uśmiechem odparł, że nie mógł znaleźć klasy, bo na przerwie był u wychowawczyni i zgubił resztę klasy. Pani Świtlecka powiedziała, że to ostatni raz kiedy spóźnił się na jej zajęcia i jeśli jeszcze raz to zrobi będzie pytany co lekcję.
Julek stanął przodem do klasy i zauważył dwa wolne miejsca. Oczywistym było, że Ala nie pozwoli mu usiąść obok niej, więc był skazany na Karolinę. Nie wiedział, dlaczego Alicja tak na niego zareagowała w zaułku. On nie widział w tamtej sytuacji niczego złego. Znał tą dziewczynę dopiero drugi dzień, a już była dla niego niezwykle interesująca. I zupełnie inna od pewnej właścicielki blond włosów, szarych oczu i malinowych ust.
Kiedy znalazł się już przy ławce Karoliny, zauważył, że Ala wymownie położyła na krześle obok siebie swoją torbę. Chłopak ledwo powstrzymał się od wybuchnięcia śmiechem.
-Kruk już z łaski swojej usiadł, więc możemy zacząć w końcu lekcję. Drodzy państwo, dzisiaj dokończymy omawiać podstawowe podziały osobowości człowieka. Proszę mi przypomnieć, kto je wyodrębnił…
Lekcja dłużyła się Alicji niesamowicie. Nie miała najmniejszej ochoty brać czynnego udziału w zajęciach, więc ograniczyła się do pisania dyktowanych pojęć. Co chwila zerkała na parę siedzącą przed nią i czuła mały promyk zadowolenia. Julian nie wyrażał żadnego zainteresowania Karoliną, co wyraźnie ją zaniepokoiło, a nawet rozzłościło. Przy każdej sposobności się do niego uśmiechała, zagadywała i starała nawiązać bliższy kontakt fizyczny. Ale nic z tego – Julek był niewzruszony. W połowie lekcji, zrezygnowana Karolina wlepiła wzrok w swój zeszyt, a na ławce Alicji wylądowała mała karteczka. Dziewczyna otworzyła zwitek papieru, na którym widniało, napisane schludnym pismem, „przepraszam”. Spojrzała na Juliana, który uśmiechnął się do niej przepraszająco.
Wzięła długopis i odpisała: „Nie widzę powodów, dla których miałabym przyjąć twoje przeprosiny” , poczym podała ją chłopakowi pod ławką. Ten, czytając ją, głośno westchnął zwracając na siebie ponową uwagę Karoliny, więc odpisał Alicji dopiero pod koniec lekcji: „Zachowałem się jak napalony nastolatek. Jeszcze raz cię przepraszam.”
Na co udobruchana Alicja napisała: „W takim razie chyba jestem w stanie ci przebaczyć”. I oboje roześmiali się ze swojej nierozmyślności.
-Mimo wszystko mam do ciebie prośbę – zaczął, kiedy zadzwonił dzwonek, obwieszczający koniec lekcji. – Pani Tomaszewicz powiedziała, że muszę przepisać zeszyty z zeszłego tygodnia, żeby nauczycieli się nie czepiali. Mogłabyś mi je pożyczyć?
Alicja nie miała serca odmówić, kiedy się tak do niej uśmiechał. Co z tego, że Dominik ją prosił, żeby nie kolegowała się z Julkiem. Przecież to nie było nic złego.
-Jasne! To może przyjdziesz do mnie po lekcjach? Dam ci adres, bo przyznam, że nie mam ochoty nosić tych wszystkich zeszytów do szkoły…
-A nie mógłbym teraz z tobą pójść? Wieczorem mam trening i nie dam rady do ciebie wpaść – przyznał.
-Dobrze, że dzisiaj mamy skrócone lekcje, nie będzie mojej matki. Lepiej, żebyś jej nie poznał. Dwie chore psychicznie kobiety na jeden dzień to o wiele za dużo – rzekła z obrzydzeniem Alicja.
-Tak, zdecydowanie! – zaśmiał się Julian.
Przed szkołą Alicja zauważyła Dominika, który był zajęty rozmową z Aśką. W jego zachowaniu dostrzegła dystans. Przyjaciel nie zauważył jak wraz z Julkiem odeszli w kierunku domu dziewczyny. W drodze Alicja opowiadała koledze o osobach z ich klasy. Kto był materiałem na kumplem, a kogo raczej należało omijać szerokim łukiem.
-Grzesiek, ten przy sobie, trochę z dziwnym spojrzeniem, to śmieszek tej klasy. Z nim na pewno znajdziesz wspólny język – opowiadała. – Karol z kolei jest zamknięty w sobie, więc nie reaguj na niego negatywnie, za to Andrzej, Patryk, Łukasz, Maciek i Kamil to jest ta paczka. Oni wiodą prym w naszej klasie, ale ich już chyba poznałeś.
-Andrzej i Maciek też jeżdżą – wtrącił.
-Też kochają swoje rowery ponad życie? – Zapytała sceptycznie.
-Ich nie sposób nie kochać – rzekł z uczuciem.
-Wracając do właściwego tematu…
I opisała mu resztę klasy. Anitę, imprezowiczkę, Kalinę i Kingę, dwie kujonki i najlepsze przyjaciółki. Danielę, Ilonę, Dagmarę oraz Kaśkę – damski odpowiednik paczki chłopaków. W tramwaju omówiła także tą szarą część klasy, ale nawet ją znudziło opowiadanie o tych osobach. Julek ziewnął i z przyzwyczajenia chciał zakryć buzię dłonią, ale była ona w gipsie. Alicja szczerze zmartwiona, spytała się go jak się czuje, a potem rozgniewana zapytała się jak on chce iść na trening z niesprawną ręką. Odparł jej, że spokojnie mógłby jeździć, ale jego starszy kolega, a rowerowy guru, zabronił mu jeździć, aż do poprawy stanu zdrowia. Julek przyznał, że gdyby nie fakt, że miał bardzo długą przerwę w jeździe, to w życiu by nie złamał ręki przy tak prostych trikach. Ale gdy Alicja zaciekawiła się powodem owej przerwy, zwinnie zmienił temat.
Dziewczyna nawet nie zauważyła, gdy wchodzili już w ostatni zakręt przed jej domem. W towarzystwie Juliana czuła się prawie tak dobrze jak przy Dominiku. Co prawda rozzłościło ją jego zachowanie w zaułku, ale nie mogła ukryć przed samą sobą, że tak naprawdę, to mogłaby mu pozwolić na więcej.
I Julek od dawna nie czuł się tak dobrze w towarzystwie przedstawicielki płci przeciwnej. Po zdarzeniach sprzed kilku miesięcy, stronił od kobiet, obwiniając je za wszystko, co wydarzyło się w jego życiu. Każdą napotkaną kobietę, dziewczynę, porównywał z Nią. Wygląd, mimikę, gesty, głos. Czasem zdawało mu się, że interesował się właśnie tymi dziewczynami, które były do Niej podobne. Ale nie chciał niczego więcej. Bał się, iż być może historia się powtórzy. A Alicja była zupełnie inna. Czas przy niej wydawał się mijać zadziwiająco miło i przyjemnie. Zaczynał powoli żałować swojej śmiałości w zaułku. To było zbyt śmiałe w stosunku do tak młodej dziewczyny.
-Tak w ogóle, to jak się poznałeś z Dominikiem? – Wypaliła zaciekawiona Alicja.
Na to pytanie Julian wyraźnie się zmieszał, ale po chwili na jego twarz powrócił wymuszony uśmiech.
-Na jednej z dzikich imprez – przyznał.
-Wspominał mi o nich- mruknęła. –Cieszył się, że zeszłym roku nie miałam na nic czasu, bo chodziłam na rysunek do katedry… A ja żałuję, że nie widziałam tego wszystkiego na własne oczy.
-Nie masz czego żałować! – Powiedział ostro.
Ala spojrzała na niego podejrzliwym wzrokiem. Zaczynała podejrzewać, że być może tam zdarzyło coś, przez co teraz Dominik radził ograniczenie kontaktów z Julianem.
-Spokojnie. Przecież teraz nie ma o czym mówić… - rzekła ściszonym głosem.
W ciszy przeszli krótki kawałek drogi, aż znaleźli się u celu swojej krótkiej podróży.
-To mój dom i … Andrzej? – powiedziała do siebie, niedowierzając.
Bo wiem przed bramą stał zaparkowany terenowy samochód jej ojca. Otworzyła oczy ze zdziwienia i spojrzała na Julka, który zdawał się wciąż być na innej planecie. Szturchnęła go lekko za ramię.
-Chyba jednak jest moja mama – uprzedziła go. – I mój biologiczny.
-Biologiczny? – zdziwił się.
-Inaczej go nie można nazwać. Dobra, załatwimy to szybko. Dam ci zeszyty i po sprawie.
Julian przyjrzał się jej badawczo. Dla niego nie było żadnym problemem poznać jej rodziców, ale dla niej sytuacja kiedy oboje byli w domu, była wyraźnie stresująca. Położył swoją dłoń na jej plecach, niby w geście dodania otuchy, choć tak naprawdę lekko popchnął ją do przodu, by wykonała pierwszy krok.
-Pewnie tylko rozmawiają – bardziej się zapytała niż powiedziała, na co Julek pokiwał twierdząco głową.
Ale prawdą było, że sam zaczynał się obawiać tego, co zobaczy.
-Może jednak wolisz zostać na zewnątrz?
-A mam zostać ? –Spytał z małą nadzieją na twierdzącą odpowiedź.
-Nie, po co… Przecież to tyko moi rodzice…
Z przyzwyczajenia wyjęła pęk kluczy z torebki i otworzyła drzwi. Chwilę później żałowała, że nie zadzwoniła dzwonkiem.
-Może jednak ich nie ma? – Powiedział Julian, gdy w środku zastała ich cisza.
-Chodź na górę, dam ci te cholerne zeszyty.
Przeszli więc przez przedpokój do schodów, prowadzących na pierwsze piętro domu. Nawet nie zdawali sobie sprawy z tego, jak bardzo starali się, by nie słychać było ich kroków. Z każdym schodkiem napięcie narastało, tak jakby za chwilę miała ich uderzyć brutalna prawda. I uderzyła.
Alicja skamieniała, gdy usłyszała dźwięk lejącej się wody z prysznica.
-Chyba nie powinniśmy iść dalej – szepnął.
Ale dziewczyna go nie posłuchała i kiedy znaleźli się już na piętrze, tuż przed sypialnią matki, zobaczyła roz-rzucone na podłodze bluzkę, marynarkę i koszulę.
Wszystko było jasne. Nie mogła nawet złapać oddechu. Łzy napłynęły jej do oczu. Nie czuła rąk, ani nóg. Prawda była niezwykle bolesna.
Julian stanął za nią i lekko objął. Pod wpływem tego, odzyskała czucie w nogach, ale nadal nie mogła złapać oddechu. Chłopak zauważył nieprawidłowe ruchy klatką piersiową i jak najszybciej potrafił wyprowadził ją z domu. Stanął przed nią, złapał jej twarz w swoje dłonie. Spojrzał jej prosto w oczy. Zaczęła oddychać, a z jej oczu w końcu wypłynęły łzy. Dopiero teraz go zobaczyła. Dotknęła swoimi dłońmi jego. Przez chwilę jego dotyk przyniósł jej ukojenie i zapomnienie. Ale chwilę później usłyszała w myślach dźwięk lejącej się wody i wyrwała się z jego dotyku. Szybkim krokiem zaczęła iść przed siebie, nie zważając gdzie. Słyszała jego wołanie. Chwilę później szedł już razem z nią, próbując ją zatrzymać, ale za każdym razem wyrywała się mu. Zdziwiła się, gdy przestał próbować. W końcu stanęła. Obróciła głowę i zobaczyła Julka krzyczącego coś niezrozumiałego. Dopiero wtedy zauważyła, że stoi na środku ulicy. Usłyszała pisk opon i zamknęła oczy.
Nastrój:
tagi: